Czy warto powrócić do zimnego miasteczka South Park? Pierwszy odcinek nie odpowiada na to pytanie

Zjedź niżej

Ostatnie lata były dla South Parka dziwne. Wprowadzenie serializacji, zmian w tematach i niejako celu jaki chcą osiągnąć plus dwie gry, który okazały się całkiem niezłe, sprawiło, że wizerunek tego małego miasteczka w Colorado zmienił się diametralnie, choć nie na pierwszy rzut oka. Pierwszy odcinek nowego sezonu ponownie wrzuca nas w absurd i parodię wszystkiego dookoła, ale robi to jeszcze bardziej delikatniej. Uwaga, spoilery.

Otwierający epizod 22 sezonu nie nawiązuje w żaden sposób do ostatniego odcinka poprzedniego. Dziwny cliffhanger, który mogliśmy zobaczyć w Splatty Tomato nie zostaje pociągnięty i nie zanosi się na to, żeby miało to ulec zmianie. Szczerze mówiąc, osobiście zapomniałem jakie właściwie zakończenie ostatnio otrzymaliśmy, więc nie ma to dla mnie najmniejszego znaczenia. Po raz kolejny mamy okazję pośmiać się z typowo amerykańskich problemów, jak szkolne strzelaniny czy Black Panther. Na całe szczęście są to tematy globalne, które dotkną nawet Europejczyka, zatem cieszy, że nie jest to American only doświadczenie. Nie ma trzęsienia ziemi i tsunami jeśli chodzi o wagę odcinka. W gruncie rzeczy mógłby znaleźć się on w każdym punkcie sezonu, do czego chyba jesteśmy przyzwyczajeni.

Ciekawe jest połączenie tematów, które obserwujemy na przestrzeni odcinka. Dwie osobne opowieści szkolnych strzelanin i wariactwa mamy Stana oraz wątek Cartmana, który prowadzi śledztwo w sprawie Tokena i obojętności w stosunku do wielkiego hitu Marvela jakim jest Czarna Pantera. Te dwa wątki potraktowane zostały z podobną uwagą i interesująco się przenikają. Najlepszym wyjściem, które studio wykonało, było właściwe rozwiązanie wybierając, by nie wyśmiewać się z samej przemocy nagminnych strzelanin w szkołach, ale raczej z zupełnego brak postępu w radzeniu sobie z problemem. W końcu poczułem się po jednej stronie barykady z twórcami, którzy zwykli bardzo radykalnie wyśmiewać się ze wszelkich problemów, proponując bardzo jednostronne rozwiązania. Dodatkowo całość została zgrabnie doprawiona małymi żartami jak postać Buttersa trzymającego karabin szturmowy podczas pełnienia obowiązków strażnika szkolnego. Ogólny humor sytuacyjny jest jak najbardziej w formie.

Pierwszy odcinek nowego sezonu zdecydowanie jest bliższy temu, za co serial pokochano, znajdując ciekawy balans pomiędzy czarnym  humorem i możliwe  łatwym podejściem do wyjątkowo amerykańskiego problemu. Jednak odcinek bazował na jednym strzale (żart niezamierzony) przez pół godziny i wiele razu odrzucał swoim niewykorzystanym potencjałem. Choć zgrabnie, poprawnie i intrygująco, zabrakło jakiegoś pazura i dobicia gwoździa. Niezadowalający wątek Cartman/Token nie pomógł w tym względzie. Przydałoby się trochę więcej niż powtarzanie jednej nazwy filmu z uśmieszkiem do widza: Patrzcie, też u nas to oglądają i się z tego śmieją! Ale przynajmniej zawsze można liczyć na Randyiego i jego pomysły. Niemniej warto zobaczyć czy nadal lubimy to szalone miasteczko.