Podsumowanie: Najlepsze polskie piosenki w 2017 roku

Zjedź niżej

Rok się skończył, zatem powoli możemy myśleć o podsumowaniu muzycznym na naszym i zagranicznym podwórku. Nim jednak skupimy się na najlepszych albumach roku zatrzymajmy się nad pojedynczymi utworami, które królowały w tym roku w naszym kraju. Zestawienie jest jak najbardziej subiektywne i selektywne. Nie należy brać go jako pewnik dla każdego człowieka na kuli ziemskiej, a należy to traktować jako jakaś próba porządkowania. Bardziej traktujcie te listę jako parę utworów, które chce Wam pokazać kumpel na imprezie.

Kryteria? Bardzo luźne. Miało być ciekawie i posiadać swoiste „repeat value”, czyli nie nudzić po kolejnym odtworzeniu oraz wybić się poza schemat. Starałem się zahaczać o wiele gatunków muzyki, jednak mój rapo-centryzm jest nieco wyczuwalny. Jednak w czasach, gdy takie giganty krytyki muzycznej na świecie wstawiają na pierwsze miejsca swoich notowań Kendricka Lamara czy Tylor, The Creator musi coś znaczyć. Niemniej jestem szalenie zadowolony z tego roku w polskiej muzyki. Wiele nowych twarzy, wiele dobrego poznałem. Nigdy nie mieliśmy się czego wstydzić w kwestii muzyki i dalej nie mamy. Pamiętajmy o tym.

Bitamina – Dom

Szalenie ciepły i poruszający utwór, który swoją delikatnością dotnie każdą wrażliwą duszę. Prawdziwa miłość, prawdziwe dźwięki. Do tego na żywo są wspaniałą i kochającą kapelą, która zapada w pamięć. Polecam całym sercem, jeśli jeszcze nie znacie, warto poznać całą płytę.

Quebonafide ft. PlanBe – Kawa i xanax

To, że Quebonafide musi znaleźć się w tym zestawieniu było oczywiste. Ten rok był całkowicie jego, wydając co wtorek nowy teledysk, zajmując najwyższe pozycje na YouTube, wydając płytę okrytą najwyższy zaszczytami w dzień premiery. Oczywiście, zasłużenie. Wybrałem jednak utwór z Epki dołączonej do Egzotyki.  PlanBe również w najwyższej formie, dobry rap, dobre życie. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby wybrać jakikolwiek inny utwór i będzie pasował równie dobrze. To jest, proszę państwa, ten słynny poziom.

Mikromusic – Na krzywy ryj

Grudniowa premiera, która bardzo szybko wdarła się do mojej playlisty. Już od dawna podziwiam Mikromusic z daleka, jak posąd, która pięknie wygląda, jednak nie można jej dotknąć, bo magia zniknie. Teraz jest inaczej. Ten utwór mogę dotykać ile chcę, obracać, bawić się nim, a zawsze będzie piękną opowieścią.

Łona i Webber – Ostatnia prosta

Jedyny w pełni autorski tekst na nowOsieckiej, zainspirowany wierszem poetki pt. Na zakręcie i jednocześnie mój ulubieniec z całej płyty. Kwintesencja inteligentnego tekstu, pełnego przewrotnych anegdot, na muzyce dopasowanej co do jednego dźwięku. Choć sam album niezbyt przypadł mi do gustu Łona i Webber stworzyli coś, co zaspokoiło każdą część mojej artystycznej potrzeby muzycznej. Brawo.

Mrozu / Flirtini – Ikar

Można nie lubić Mroza za to, co robił kiedyś (choć nie wiem czy jest to mądre), jednak to, co robi obecnie, sprawia, że może warto dać mu nową szansę. Szczególnie, że otwiera nową odsłonę Heartbreaks & Promises, na którą czekam trzęsąc się z niecierpliwienia. Póki co jednak otwarcie jest świetne i oby tak zostało.

Bass Astral x Igo – Juno

Po wspaniałej płycie debiutanckiej otrzymaliśmy w tym roku nowy singiel promujący następny album – oh boy, zapowiada rzeczy niestworzone. Radzę czekać, a przy okazji zapoznać się z Juno – fuzji elektroniki najwyższej próby z przeszywającym wokalem i pomysłem na siebie.

JUTRØ – PROCH

Może zamiast pseudo-opisu mała anegdota. Pamiętam gdy wychodził Wolumin 1 Czeluści. Było to jeszcze gdy namiętnie i dużo jeździłem rowerem i właśnie miałem wybrać się na rundkę rowerem. Włączyłem sobie #1 na słuchawkach i muszę wam powiedzieć – nigdy nie przejechałem więcej kilometrów w godzinę co podczas pierwszego odsłuchu tej płyty. I tak jakoś miłość została do dziś.

Guzior – SSJ2

Szczerze mówiąc nawet przez chwilę zapomniałem, że Evil Twin to pozycja z 2017 i właściwie chciałem pominąć ten utwór ze względu na swoją dość trudną specyfikę. Jednak serce nie pozwala nie wspomnieć. Guzior zrobił coś, co często w polskim rapie się nie udaje – zjednał formę z treścią. A że i forma i treść może wydawać się trudna, to też utwór nie dla każdego. Ja jednak należę do szczęśliwców.

Rosalie. – Pozwól

Od dziecka nie wiedziałem dlaczego nie lubię śpiewającego głosu kobiecego. Niemniej od czasu do czasu jestem leczony dawką żeńskiego wokalu. Rosalie nad wyraz nie stara się być niepotrzebnie wdzięczna, smutna i sztuczna. Jedna z nielicznych na polskiej scenie, która wie co chce robić i robi to bardzo dobrze. Nie pomijając oczywiście dobrej roboty Jordaha.

Holak — Wszędzie dobrze

I tak to jest, że lubię Małe Miasta, ale osobno. Holak mnie zaskoczył. Inny niż wszyscy. Może bardziej nawet buja remix, jednak pokazuje oryginał. No i zajebiście. Słuchajmy.

Rasmentalism – Palma

Osobisty hit minionego lata. Nie ukrywam małe fanboystwo względem duetu Ras i Ment, niemniej nie wyklucza to, iż stworzyli świetny utwór, pełen energii i szczęścia. Jakoś nikomu w tym roku wakacyjnym nie udało się zrobić nic lepszego. Może i dobrze. Machaj ręką.

Choć i tak wszyscy wiemy, iż rok zamknął Klocuch swoją interpretacją Kruci Gang. Najlepsze, najfajniejsze. Luksja!