Dlaczego ludzie wolą oglądać niż sami grać w gry? Przecież lepiej grać samemu

Zjedź niżej

Popularność serwisu Twitch jest niezaprzeczalna. Codziennie witrynę odwiedzają miliony użytkowników, aby zebrać się dookoła ulubionych twórców, zwanych stremerami, aby pooglądać ich rozgrywkę w najróżniejsze gry komputerowe. Dla niezaznajomionych z tematem wydawać się może, iż jest to zupełne szaleństwo – wszak bierne obserwowanie gry musi być mniej rozrywkowe niż osobiste doświadczenie płynące z produkcji. Jednak niech pierwszy rzuci kamieniem ten, który za dzieciaka nie uwielbiał oglądać jak ktoś inny gra, zerkając mu zza ramienia.

Wg strony twitch.tv/about dowiadujemy się pokrótce dlaczego ludzie tak naprawdę chcą oglądać innych (My oczywiście nie ograniczamy się do jednej platformy, jednak przywołujemy ją jako największego, nomen omen, gracza). Są to poniekąd jedynie marketingowe slogany, które mogą bawić – sama strona próbuje uzasadnić, że to, co robią, ma sens. Dlaczego więc ludzie tak bardzo lubią oglądać innych grających w gry?

To już bardzo stara tradycja

Nie można stwierdzić, że owy fenomen to rzecz zupełnie nowa, powstała wraz z dostępem do szerokopasmowego internetu w każdym domu. Przypomnijmy sobie jak kilkanaście lat temu wszelkie kafejki internetowe czy salony z grami arcade roiły się od młodych ludzi szukających rozgrywki. Bardzo często okazywało się, iż wielu z nich w żaden sposób nie uczestniczy aktywnie w rozgrywce, a jednie przyglądała się zmaganiom innych rówieśników.

Z czasem rozgrywka przeniosła się do naszych salonów, powodując potrzebę dzielenia się doznaniami na dokładnie takiej samej zasadzie, jaka obowiązywała w przyciemnionych salonach gier. Tutaj pojawiło się miejsce dla nowej dziedziny rozrywki – tzw. let’s playe, które ukazywały dokładny gameplay, zawładnęły YouTubem. Jednak nie o tym dzisiaj, gdyż istnieje pewna spora różnica pomiędzy oglądaniem nagranego wcześniej, nierzadko zmontowanego i odpowiednio przyciętego, materiału, a ukazywaniu publiczności swoich dokonań na żywo.

Dlaczego oglądamy gry, skoro to nie to samo?

Zakłada się, że oglądanie innych ludzi grających w grę nie dostarcza tych samych dreszczy i emocji, jak własnoręczna rozgrywka, ponieważ widzowie nie przywiązują tak wielkiej wagi do ciągłego śledzenia progresu. Z drugiej strony, oglądanie gier innych może zapewnić społeczne gratyfikacje, które są nieobecne w zwykłym – pojedynczym doświadczeniu. Właśnie owy wymiar społeczny okazał się mieć znaczenie w badaniach w zakresie streamingu gier wideo.

W tym momencie, choć nieco kontrowersyjnie, możemy delikatnie porównać strumieniowanie (nieoficjalna nazwa, zaczerpnięta z słownictwa Macieja Makuły) z pradawną rozrywką, jaką jest oglądanie telewizji. Chociaż oglądanie programu telewizyjnego jest w dużej mierze jednokierunkowe, gry są powszechnie postrzegane jako działalność w wielu kierunkach, wymagając udziału użytkownika. Z tego powodu mieszanka tych dominujących form prowadzi do ciekawego kontekstu oglądania gier wideo z pewnym stopniem interakcji, powodując doświadczenie bardziej bierne niż samodzielne granie, ale jednocześnie bardziej aktywizujące niż tradycyjna treść telewizyjna. 

Wszechobecna interakcja na linii twórca – widz jest tak bardzo istotna dla tego medium. Jesteśmy w stanie na bieżąco uczestniczyć w obecnym widowisku, wpływać na jego wygląd czy integrować się ze społecznością oraz samym streamerem. Wg. badań to właśnie sama persona stojąca za wydarzeniem jest ważniejsza niż gra, w którą gra. Przez wiele lat autor tworzy własną społeczność i zbiera zaufanie, a ich siła nie leży w tym, jak dobrzy są w gry, a jak rozrywkowi.

Weźmy dla przykładu mojego ulubieńca z Wielkiej Brytanii – SovietWomble wytworzył wokół swojej osoby i swoich audycji ogromną społeczność, która jest z nim nie ze względu na wspaniałe i wybijające się umiejętności, a charakter i sposób prowadzenia show. Niejednokrotnie podkreślał, iż wie, w jaki sposób ludzie oglądają jego transmisje – głównie słuchając niczym podcast czy radio. W tym momencie niemal całkowicie możemy wyłączyć współczynnik tego, co dzieje się na ekranie, gdyż widza (choć w tym momencie bardziej słuchacza) to nie interesuje, a śledzą transmisje tylko ze względu na osobowość prowadzącego. W ten sposób funkcjonuje mnóstwo twórców, którzy nie zajmują się „profesjonalnym” (tu użyte w sensie rywalizacyjnym, w kontekście graczy zawodowych zarabiających z uczestnictwa w ligach lub turniejach) graniem, a jedynie stricte rozrywkowym.

Chyba ostatnim motorem napędowym oglądania streamów jest brak możliwości samodzielnego grania w dany tytuł. Z powodu przestarzałego sprzętu lub braku pieniędzy jesteśmy zmuszeni na oglądanie rozgrywki w celu poznania fabuły, mechanik czy innego podejścia do ulubionego tytułu. Tu jednak o wiele lepiej sprawdzają się wspomniane let’s playe ze względu na skupienie uwagi wyłączenie na grze, po którą właśnie przyszliśmy

Zupełnie nowe medium

Niejako fenomen, który łączy w sobie tak wiele różnych mediów. Ze szczypty telewizji, sporej garści gier video, łyżki radiowego polotu i szklanki interaktywnego wydarzenia powstał zupełnie nowy gatunek, który już teraz pochłania dziennie miliony, spragnionych rozrywki, ludzi. Wspaniały dowód na to jak zmienny może być nasz świat. Gdy wydawało nam się, że filmiki na YouTube to ostatnie medium, które jesteśmy w stanie wymyślić, pojawia się strumieniowanie. Zobaczymy co jeszcze przyniesie nam internet.