Niemieckie macki ciemności zaskakują Dark - recenzja serialu Netflix

Zjedź niżej

Jednym z donkiszotowych elementów branży rozrywkowej jest to, że prawie niemożliwe jest „wypracowanie” sukcesu. Niektóre programy lub filmy mogą, co prawda tworzyć dobrze wypracowaną formułę i wykorzystywać ją do znajdowania uznania ze strony publiczności, niemniej jednak większości z nich nie udaje się złapać błyskawicy w butelkę. Wydaje mi się jednak, że Netflix zamierza kontynuować swój ostatni sukces na arenie gatunku, tym razem spoglądając poza Amerykę Północną na kolejną wielką tajemnicę telewizyjną. I być może brak jakichkolwiek oczekiwań ze strony pierwszej niemieckojęzycznej serii Netflix okazał się być największym zaskoczeniem.

Seria Dark zmaga się nie tylko z tematem jakim jest czas, ale również rodzina, smutek czy metafizyczne poczucie winy. To tak naprawdę zbiór wszystkich najlepszych punktów, które przesądziły o sukcesie takich produkcji, jak OA i Stranger Things. W ostatnim przypadku mamy do czynienia z bezpośrednim nawiązaniem w warstwie atmosferycznej. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że twórcy idąc za ciosem wzięli pod uwagę poprzednie sukcesy Netflixa i stworzyli serial, który był dostosowany do wrażliwości widza. Jest nie tylko pięknie wykonany, ale też zbudowany z odpowiedniego napięcia. To nie tyle układanka, co algorytm opowiadania, gotowy do polecania fanom poprzednich serii i nie tylko.

Nawet kiedy Dark jest kliniczny w konfiguracji tych przeplatających się wątków fabularnych, wciąż płynie przez niego niesamowita energia i wręcz mroczna magia. Kamera Odara przesuwa się po pokojach mieszkalnych i wózkach w stronę umartwionych twarzy, rzadko zatrzymując się. W wielu sekwencjach pojawia się sfrustrowane romantyczne napięcie, niezależnie od tego, czy jest to spotkanie mężczyzny z jego kochanką, czy Jonasem i utraconą, nieodwzajemnioną miłością. Nawet starsza kobieta siedząca przy stole i nerwowo zerkająca na zegar dziadka niesie ze sobą pewną dozę przerażającego ruchu, mimo, stateczności obrazu.

Warto zaznaczyć, że większa część publiczności świetnie zdaje sobie sprawę z faktu, jakie okropności mogą czekać na społeczność, która sąsiaduje z elektrownią atomową. Dlatego byłam bardzo wdzięczna i jednocześnie trochę zawiedziona, że napięcie było budowane w zupełnie inny sposób. Niektóre dywersje dają serialowi szansę na to, by uwolnić się od przyciemnionego krajobrazu i wyciszonej palety kolorów tego. Dodatkowo należy nadmienić, że produkcja wykorzystuje już wypróbowane chwyty i prawdziwe wizualne wskazówki – martwe zwierzę, jakieś migoczące świetlówki. Pojawia się element precyzji w sposobie w jaki tworzona jest warstwa wizualna. W tym przypadku, można zaobserwować, że twórcy nie tylko są pojętnymi uczniami, jeżeli chodzi o atmosferyczny horror, ale również czerpani inspiracje z poprzednich tworów Netflixa.

dark recenzja netflix

Dark pokazuje, że na chwilę obecną najlepiej sprzedają się opowieści o społeczności nawiedzanej przez coś, o czym nie chce rozmawiać. Kiedy ci, którzy opowiadają historię, chcą zalać ekran tak wieloma wskazówkami, jak to tylko możliwe, czasami może to być trudne. Niemniej jednak po obejrzeniu całego sezonu już nie mogę się doczekać kolejnego oraz jak cała historia się skończy. Choć jak twórcy dają nam do zrozumienia… może trwać i nawet w nieskończoność.