Przełamując kolejny nieistniejący mur Recenzja albumu Adi Nowak & barvinsky - Ćvir

Zjedź niżej

Jeszcze prawdopodobnie nie uspokoiłem się po kwietniowej premierze Vafli ryżowych, a już muszę ponownie zanurzyć się w szalonym świecie Adiego. I o ile Vafle nieco mnie zmęczyły, tak Ćvir wydaje się być daniem zbilansowanym i idealnie przyprawionym. Prawdopodobnie na tyle dobrym, że wszyscy zrozumieją smutek Quebonafide. Choć wszystko dobre, co się dobrze kończy. Asfalt, moim skromnym zdaniem, bardzo potrzebował porywczej, świeżej krwi, której zapotrzebowanie nie pokrył Meek, Oh Why?, a która wydaje się w Quequality nawet nieco wylewać.

Adi ponownie nas zaskakuje, jednak jest to bardziej przyjazne dla środowisk niż Vafle, sprawiające wrażenie momentami wybicia się przed szereg tak mocno, że aż w innym uniwersum. Ćvir jest zgoła inny, jakby VR ugruntował artystę w swoich potrzebach i przekonaniach, posypał solą buńczuczną naturę, a teraz może stąpać twardo, powoli, acz skutecznie, torując nowe ścieżki. I gdy mam na myśli „nowe”, rozumiem to w znaczeniu bardzo książkowym: to, co nowe, postępowe.

Jeśli zatem odbiliście się na VF lub Nienajprawdziwsze EP, Ćvir to nowa szansa, aby wejść w grono fanów. Nie będzie to zadanie trudne. Wszyscy, którzy znudzili się polską rap grą z ulgą przyjmą ten powiew świeżości. Szalone rytmy, pokrętna logika i zajęcie się nieco bardziej przyziemnymi sprawami rzutuje na bezbolesny próg wejścia w muzykę. Przede wszystkim pozbyto się nadmiernego przekombinowania. Pijąc ostatni raz do Vafli – rozumiem, że granie na nosie (lub bardziej uszach) słuchaczy, np. poprzez prowadzenie go do oczekiwanego rymu, po czym zaskakiwanie go zupełnie niepasującym (w kontekście wyimaginowanych rap zasad) wyrazem było nowoczesne i stylowe, jednak na dłuższą metę boli. Teraz jest po bożemu, jednak nadal intrygująco, przykłady? Bardzo proszę.

Wspaniała druga zwrotka i refren Kfuc! Kfuc!, w której Adi staje się kolejny instrumentem, akcentując głoski, zaskakująco łamie bit, przyspieszając i tak już szalone tempo.  Tekstowa przejażdżka zahacza o wiele przystanków, nawiązując do piłki nożnej, ornitologii czy nawet Simsów, używanych do rozprawiania o związkach czy codziennym życiu młodego człowieka. Widać, że wersy są narzędziem w rękach Adiego i bawi się przy tym niesamowicie. Tekstowo znalazł swój złoty środek, zaskakując swoimi przemyśleniami przekutymi na wersy w sposób niecodzienny, nieco nawiązującej do lakonicznej mowy, o ile możemy użyć tego terminu w odniesieniu do fantazji warstwy lirycznej. Martwi mnie tylko nagromadzenie anglicyzmów, które niekiedy wpasowują się idealnie, a innym razem potrafią wyrzucić z flow brutalnie.

A barvinsky? Nie mam pojęcia skąd wziął się ten człowiek, ale bezsprzecznie warto mieć tego gościa na uwadze. Daje trudne, lecz intrygujące podkłady, od Gospodarza dziupli, który David Lynch mógłbym bez problemu użyć jako nowej czołówki do Twin Peaks, po mojego wielkiego faworyta płyty – Szpon Won brzmiącego niczym Depeche Mode z lat 80 i gdyby grali nieco lepiej. Zgrabnie i bez przesady lawiruje pomiędzy akcentem swojej muzyki, a dobrze skrojonym tłem. Jestem ciekaw też co będzie, jeśli skupi się na tworzeniu utworów nie tylko pod rap, gdyż choćby samodzielne Intro i Outro z płyty instrumentalnej mogłoby bez problemu święcić sukcesy na kanale Majestic i im podobnych. Widać spory talent przez te precyzyjnie skrojone dźwięki. Bardzo się cieszę, że Adi postanowił wydać płytę z jednym producentem.

Jeśli wszystko pójdzie nadal w tym kierunku, Adi Nowak może wspiąć się na podest z napisem Młodzi, zdolni, z ambicjami i długo z niego nie schodzić. Dopóki będzie czuć, że pisanie kolejnego zakręconego wersu o kalesonach czy drapaniu, zaskakując przy tym nas puentami oraz cwanym humorem,  sprawia mu radość, można być spokojni o poziom jego muzyki. Przebił nieistniejący mur rapu po raz kolejny, pokazując, że tam w środku jest jeszcze bardzo dużo miejsca. I jestem też ciekaw co na to wszystko Łona. Przecież tak bardzo chciał w Znowu Nic mieć chociaż paru naśladowców.