Ciemność zapadła nad Wołoszczyzną Recenzja Castlevanii - oryginalnej produkcji Netflixa

Zjedź niżej

„Super brutalny i satyryczny” – takimi słowami określił na facebookowym profilu Adi Shankara swój nowy projekt, czyli jeszcze świeżą, animowaną produkcję Netflixa pt. Castlevania . Muszę przyznać, że ten opis jest wyjątkowo trafiony, bo same dzieło konfrontuje ze sobą dużą dawkę humoru z mrocznym tonami świata opętanego przez demony i regularnie kąpanego w hektolitrach krwi. Oto Castlevania recenzja.

Castlevania to 4 odcinkowa animowana seria powstała na podstawie gier wydanych przez japońską firmę Konami z udziałem m.in. studia Mercury Steam Entertainment – zajmującego się marką od 2010 roku. Fabuła skupia się na jednej części, a mianowicie wydanej w 1989 Dracula’s Curse. Zarówno gra jak i serial są luźno oparte o powieść Drakula Brama Stokera. Twórcami adaptacji są, wyżej już wspomniany, Adi Szankara, który na swoim koncie ma m.in. Power Rangers short, oraz Warren Ellis znany autor komiksów. Za animacją stoi Frederator Studios – twórca popularnego Adventure Time.

Castlevania recenzja

Rzecz dzieje się w realiach średniowiecznej Rumuni, a dokładnie Wołoszczyźnie, w czasach, gdy nad spokojem życia prostego ludu czuwał Kościół, który od czasu do czasu urządzał dla swoich owieczek profilaktyczne widowiska w postaci palenia na stosie osób podejrzewanych o czary. Jednocześnie od pierwszych scen zostajemy wrzuceni w środek krwawego konfliktu pomiędzy klechami, a potężną i pradawną siłą. Dodając do tego wszystkiego postać Trevora Belmonta, prowadzącego nas przez całą serię głównego bohatera, otrzymujemy mroczny, wręcz głęboko niepokojący obraz świata, połączony z dużą dawką ciętych ripost i żartów sytuacyjnych.

Młody Trevor jest przede wszystkim największym comic reliefem serii. Jego poczucie humoru, często czarnego, oraz charakterystyczny styl bycia pozawalają na trochę odetchnąć i uśmiechnąć się mimo całej powagi i trwogi, którą narzuca nam historia. Tym bardziej w tym miejscu należy pochwalić Richarda Armitage, który tchnął życie w swoją postać nietypową barwą głosu. Na pochwały zasługuje również reszta obsady, w tym Grahama McTavish wcielający się w naczelnego antagonistę serii. Obu panów wyrwano wprost z ekranizacji tolkienowskiego Hobbita, tym bardziej możemy więc oczekiwać chemii między tymi bohaterami. Kreska może przypominać produkcje studia Ghibli jak Księżniczka Mononoke, czy Ruchomy Zamek Hauru. Kreacje postaci, jak i same scenerie, zachwycają sprawną żonglerką barwami, nadając całości odpowiednio spójny, mizantropijny klimat. Znakomitą grę głosową aktorów podkreśla muzyka skomponowana przez Trevora Morrisa idealnie podkreślająca i stanowiąca tło bieżących wydarzeń. Nie narzuca nam ona emocji, które powinniśmy odczuwać, a prowadzi nas przez opowieść, jedynie akcentując jej bieg. Bez niej cały obraz byłby bez wątpienia niepełny.

Castlevania recenzja

Netflix zadbał również o nas i zapewnił polską wersję językową, która jak na animację przystało, jest w formie dubbingu. Muszę przyznać, że mam dość wysokie wymagania jeśli chodzi o podkładanie głosów, ale w tym przypadku wypadliśmy nie gorzej niż oryginał. Zwyczajowym problemem są żarty i gry słów, które przełożone na Polski nie zawsze mają sens i często tracą na komiczności, jednak i tu plus dla tłumaczy za starania w dorównaniu wersji angielskiej. Mimo, że trafiają się nierówne momenty, nie drażni to ucha zbyt mocno.

Jednoczesnym plusem i minusem całego sezonu jest jego długość – składa się z zaledwie 4 krótkich odcinków, a akcja urywa się, oczywiście, w momencie do tego najmniej odpowiednim. Stwarza to jednak możliwość obejrzenia tego serialu w wolnej chwili i to gdziekolwiek. Po zakończeniu dwugodzinnego seansu, od którego ciężko się będzie oderwać, polecam pocieszać się myślą, że kolejny sezon już został oficjalnie zapowiedziany i potwierdzony. Pojawi się w 2018 roku i ma zawierać 8 odcinków. Miejmy nadzieję, że twórcy nie zwolnią tempa ani nie zboczą z wytyczonej przez siebie trasy i otrzymamy opowieść równie wciągającą jak ta w tym sezonie.