True Crime jakiego jeszcze nie było Recenzja American Vandal

Zjedź niżej

Mam słabość do seriali z nastolatkami. Osobom z tej grupy społecznej można nadać każdą możliwą cechę, wrzucić do jakiegokolwiek środowiska lub postawić w obliczu losowego problemu, a i tak by się obronili. Lepiej lub gorzej, ale zawsze. Dodatkową zaletą jest to, że w 9/10 przypadkach zupełnie nie kojarzy się tych młodych aktorów, co zawsze bardziej pozwala się wczuć w klimat. Dlatego propozycja serialu o szkolnym dochodzeniu kręconego jak dokument i będącego jednocześnie parodią serii true crime z miejsca zyskała moją sympatię.

15 marca 2016 roku w zwyczajnym amerykańskim liceum nadmorskiej miejscowości Oceanside dochodzi do tragicznego w skutkach wydarzenia. Na 27 samochodach grona pedagogicznego zostają nasprejowane portrety męskich genitaliów. W krótkim czasie wyrzucony ze szkoły zostaje szkolny chuligan Dylan Maxwell, oskarżony o wybryk. Chłopak jednak nie przyznaje się do winy i twierdzi, że jest wrabiany.

Poszukiwaniem prawdy postanawiają zająć się kumple Dylana z telewizji szkolnej – Sam i Peter. Zaczynają prowadzić swoje własne śledztwo, kręcąc przy tym dokument „Amerykański Wandal”. Jakie tajemnice ukrywają uczniowie i nauczyciele?  Czy Dylan jest ofiarą spisku? W końcu, kto zniszczył samochody? Na szali ważą się losy przyszłości młodego człowieka, 10 tysięcy dolarów i dobrego imienia nauczycieli. Młodzi dokumentaliści jednak nie spoczną, dopóki nie odpowiedzą na pytania spędzające sen z powiek całemu miastu.

american vandal recenzja

Prawdopodobnie nic nie śmieszy bardziej nastolatków na całym świecie tak jak rysowanie penisów. Jest to nieodłączna część dorastania i bolączka każdego szkolnego zeszytu, czy właściwie każdej powierzchni płaskiej. Nic więc dziwnego, że twórcy wybrali akurat ten oklepany żart jako główną zbrodnię, a wyszło im to rewelacyjnie.

Realizacja całego przedsięwzięcia w formie dokumentu z zachowaniem wszystkich jego cech szczególnych, takich jak ujęcia z dłoni, charakterystyczne zbliżenia i narracja – nadaje wszystkiemu bardzo poważnego tonu.  Nie może zabraknąć tu zwrotów akcji, wnikliwego śledztwa i kilku pikantnych szczegółów z życia nastolatków, które niekoniecznie powinny wyjść na jaw. Dodając do tego fakt co jest przedmiotem zbrodni, otrzymujemy komizm w czystej postaci. Przy samym przedstawianiu przez chłopaków dowodów można nie raz prychnąć śmiechem, bo jak można zachować powagę, kiedy ktoś bardzo wnikliwe analizuję techniki rysowania penisów i zupełnie poważnie próbuje to wytłumaczyć dorosłym.

Moim zdaniem sukces tego serialu leży właśnie w tym, że cała ta zagadka jest traktowana śmiertelnie poważnie. Nikt nie śmieje się z tego incydentu tak samo jak nikt nie śmieje się z O.J. Simpsona w American Crime Story. Oczywiście nie brakuje tutaj żartów z męskich przyrodzeń, w pierwszym odcinku było ich tak dużo, że czasem ciężko się go oglądało. Na szczęście w pozostałej części typowe elementy komediowe są przemycane wraz z fabułą. Netflix zwyczajnie stworzył opowieść, z którą w pewien sposób każdy może się utożsamić. Opowieść wciągającą do ostatniego odcinka i dającą niedosyt jak po typowym zakończeniu serii true crime.

american vandal recenzja

Jestem oczarowana tym, co zrobili twórcy. Reklamowali go hasłem Nie chodzi o penisy, chodzi o sprawiedliwość! i mieli tu stuprocentową rację. Pod całą komediową otoczką znajdują się rozważania na temat ludzkiej natury. Bardzo oklepane, a zarazem dalej aktualne, przysłowiowe ocenianie książki po okładce tu mamy przedstawione bardzo obrazowo. Tak samo jak zamiatanie niektórych istotnych faktów pod dywan i przymykanie oka na inne tylko po to, aby obronić swoją niczym nie podpartą decyzje. Penisy, choć są powodem całego zamieszania, tak naprawdę stanowią tło dla rozgrywających się wydarzeń i ludzi podejmujących takie, a nie inne decyzje. Dla mnie serial American Vandal to jedno z lepszych true crime ostatnich czasów.